Sylwestrowa noc !

„Wszyscy gdzieś jadą, ONI wszyscy gdzieś jadą” Tak rozpaczaliśmy już na 3 tygodnie przed rozpoczęciem Sylwestra. Jedni wybrali Kraków, inni jakąś domówkę, a jeszcze inni Jaśka Pierzaka. Została nas garstka. Garstka stroskanych, osamotnionych, ale za to zdeterminowanych ludzi. Propozycje padały przeróżne. Tu i tam i tam i tu… Wreszcie zarzutowało na kameralnego Sylwestra w zapożyczonej salce, z prymitywnym ale sentymentalnym tosterem, muzyką, palącym się kominkiem no i furą jedzenia i picia. Co by uprzątnąć trochę salkę, zebraliśmy się nieco wcześniej. Jedni odkurzali, inni zamiatali a jeszcze inni dyrygowali. Ach cóż to był za koncert… W oczekiwaniu na nadciągające z oddali ciasta, sałatki, przepyszny barszczyk i inne specjały, wymywaliśmy zlew zapchany szklankami przerozmaitego formatu.
I stało się ! Pierwsze ciasta powędrowały na stół, sałatki zostały przetransportowane do salaterek, owoce wprost ze skrzynek pofrunęły na talerze, a soki zostały postawione. Po prostu postawione. Suto też nasz stół był udekorowany. Kiedy już wszyscy przybyli, udaliśmy się na nabożeństwo pokutne i uroczystą Eucharystię, na której został przedstawiony bilans całoroczny Klasztoru ! Biedni pseudo-matematycy, nie mogli się doliczyć sumy końcowej. Wiem jedno! Przyrost był dodatni ! Tuż po Mszy… w nie”naszej” salce rozbrzmiała muzyka! Pierwsze dźwięki porwały do tańca nas wszystkich, a w przerwach dało się z oddali słychać głos Anny: ” Czy my jeszcze zatańczymy na tym parkiecie „ Radości nie było końca. W osobnej salce, tzw ” Silencji ” palił się kominek, z radyjka leciała nastrojowa muzyczka, a fani pięknych opowieści mogli zanurzyć się w marzeniach… Choć na chwilę ! Niesamowicie kojący obraz.
„- ej zaraz północ! ” ” – u mnie już po ” ” – a u mnie za 2 ” ” – o matko ” ” – chodźmy na fajerwerki „
Następnie był czas życzeń i dalszy ciąg zabawy… Koło godz 6, wszyscy z braku snu poczęli sprzątać ! Tak cudownego Sylwestra jeszcze nie było ! ” Kiedy to minęło? „