Dominik K. (Ruch Światło-Życie)
Gdy zostałem animatorem wspomagającym, pomyślałem sobie, że będzie mi łatwo, ponieważ podczas poprzedniej edycji kursu również podjąłem tą samą posługę. Jednak Pan Bóg pokazał mi, że jest to służba, którą On mi daje – więc za każdym razem będzie ona wyglądała inaczej. Pokazał mi też, że służba innym to nie tylko dawanie tego, co się ma, ale też branie, czerpanie z Jego wielkich łask.
Trudności sprawiało mi już pierwsze spotkanie w grupach. Różnorodność uczestników, czyli to, co jest piękne w Kościele, mnie osobiście przerażało – każda osoba miała inny temperament i inne patrzenie na omawiane tematy. Dzięki temu mogłem zobaczyć ile spraw próbuję zaplanować – nawet ewangelizację, w której szczególnie pierwszeństwo działania trzeba pozostawić Bogu, bo ja tego wszystkiego nie ogarnę. A On działał, gdy niedomagałem – ważne było tylko to, abym nie oceniał wypowiedzi drugiego człowieka, z czym musiałem walczyć. To była dla mnie ważna lekcja.
Kolejną trudnością, z której wynikało wielkie dobro, był dla mnie wyjazd weekendowy do Tenczyna. Wiedziałem, że będziemy modlili się, aby Duch Święty przyszedł do uczestników, ale zaskoczyło mnie to, że On też chciał przyjść do mnie. Zrozumiałem, że jako organizatorzy nie jesteśmy przecież „dystrybutorami” Ducha Świętego – możemy jedynie dać Mu pewną przestrzeń działania, a On ją wykorzysta tak jak chce. Modlitewne spotkanie z Bogiem na wyjeździe weekendowym doprowadziło mnie do spowiedzi po powrocie do Krakowa i rozjaśnieniu podczas niej paru zaległych spraw, co stanowiło dla mnie bardzo radosne oczyszczenie. Również modlitwa o uzdrowienie, która odbyła się w innym dniu, była dla mnie bardzo owocna – w ciągu kolejnych dni rozwiązała się moja trudna sprawa, z którą borykałem się bezskutecznie od paru lat, co było moją intencją podczas wspomnianej modlitwy.
Wszelkie trudy były warte podjęcia. Obecna edycja kursu Alfa pokazała mi, że ewangelizacja to nie narzucanie swojego myślenia innym, ale zwykła obecność dla bliźniego, do której zaprasza się Boga. Te odkrycia już wielokrotnie odzwierciedliły się w moim życiu poza kursem – m.in. podczas dawania świadectwa osobom, które żyją obok mnie. Przez podejmowanie trudów służenia Bóg oczyścił różne ciemności, które mi towarzyszyły, i pokazał, że dla niego nie ma rzeczy niemożliwych.
Wielkim świadectwem dla mnie były uśmiechnięte twarze uczestników oczekujących kolejnych spotkań czy też fakt, że wiele osób nie chciało, aby ten kurs się skończył kiedykolwiek. Mogliśmy, jako jedna wspólnota (mimo, że faktycznie były trzy), zasiewać w nich ziarno Bożego Słowa, a On się zatroszczył o kiełkowanie i wydawanie przez nie owoców, które jestem w stanie już zacząć obserwować. W ten sposób Bóg pokazał mi, że ewangelizacja ma ogromny sens – że nie powinienem się jej bać patrząc na swoje niedomagania, ponieważ to nie ja nawracam innych, ale mogę wskazywać na Niego, choć tylko dzięki Jego łasce i miłości, którą mnie obdarowuje – mnie i każdą inną osobę.
Za każdą chwilę tego kursu i wszystkie jego owoce – CHWAŁA PANU!