Świadectwa
Marta (Wspólnota Franciszkańska Tau)
Zawsze myślałam, że aby być animatorem i prowadzić grupę, trzeba mieć doświadczenie w tym względzie, ogromną wiedzę o Panu Bogu i umieć przemawiać. Kiedy dowiedziałam się, że poszukiwani są animatorzy do prowadzenia kursu Alfa przy Klasztorze Braci Mniejszych Kapucynów, pomyślałam – dlaczego nie? Coś w środku mi mówiło, żebym się zgłosiła. Niemotywowana niczym wielkim po prostu chciałam być animatorką, ale zdecydowałam się w zasadzie na ostatni moment, w przeddzień pierwszego spotkania, i to jeszcze po naleganiach osób z mojej wspólnoty. Stało się. Chciałam być animatorką nie dla siebie, nie dlatego, żeby pokazać jaka to jestem ważna, ale dlatego, że przyjmując tę funkcję spełniam się w służbie Panu Bogu i drugiemu człowiekowi. Chciałam być dla innych, chciałam coś z siebie dać i, choć nie posiadam ogromnej wiedzy teologicznej, czułam, że mogę się podzielić z drugim człowiekiem tym co wiem i co posiadam. I tym jaka jestem. Cieszyłam się bardzo z dokonanego wyboru. Ale radość moja nie trwała długo. Zaraz na samym początku moje bycie animatorką stanęło pod znakiem zapytania. Zmiany godzin w pracy praktycznie uniemożliwiały mi uczestnictwo w czwartki w kursie Alfa. Przez tydzień żyłam w napięciu, ale zrobiłam co mogłam z ludzkiego punktu widzenia, resztę oddałam Panu Bogu, modliłam się, I On pokazał mi, że jednak znalazłam się na właściwym miejscu. Udało się pogodzić pracę z uczestnictwem w kursie Alfa.
Pan Bóg był ze mna także podczas trwania całego kursu. Przed każdym spotkaniem modliłam się za uczestników, za siebie, żeby Duch mnie prowadził podczas spotkania w małych grupach dyskusyjnych, którym ja przewodniczyłam. Był to piękny i owocny czas. Świadectwa życia, które usłyszałam od uczestników z mojej grupy, ich każdorazowe podziękowania, że cieszą się, że dziś przyszli na spotkanie, że mogą uczestniczyć w tym kursie, że mogą się wzajemnie sobą ubogacać, itp., były dla mnie największym ubogaceniem i radością. Kiedy patrzysz jak drugi człowiek się nawraca, kiedy widzisz jak wznosi się ku wierze, jak się wzrusza, jak jest Ci wdzięczny – serce samo krzyczy z radości, na twarzy pojawia się uśmiech, powraca sens życia. Żyję i swoim życiem oraz miłością dzielę się z bliźnim. Czyż nie jest to odblaskiem samego oblicza Boga?
Po zakończonym kursie Alfa koleżanka zadała mi pytanie – czy ten kurs dał ci coś szczególnego? Pomyślałam – nie dowiedziałam się niczego nowego o Bogu, nie przeżyłam jakiejś ekstazy i fascynacji. Coś szczególnego? Nie… Poznałam nowych, ciekawych ludzi i mam poczucie dobrze wykonanej misji w służbie Bogu i drugiemu człowiekowi i za to CHWAŁA PANU!
Dominik K. (Ruch Światło-Życie)
Gdy zostałem animatorem wspomagającym, pomyślałem sobie, że będzie mi łatwo, ponieważ podczas poprzedniej edycji kursu również podjąłem tą samą posługę. Jednak Pan Bóg pokazał mi, że jest to służba, którą On mi daje – więc za każdym razem będzie ona wyglądała inaczej. Pokazał mi też, że służba innym to nie tylko dawanie tego, co się ma, ale też branie, czerpanie z Jego wielkich łask.
Trudności sprawiało mi już pierwsze spotkanie w grupach. Różnorodność uczestników, czyli to, co jest piękne w Kościele, mnie osobiście przerażało – każda osoba miała inny temperament i inne patrzenie na omawiane tematy. Dzięki temu mogłem zobaczyć ile spraw próbuję zaplanować – nawet ewangelizację, w której szczególnie pierwszeństwo działania trzeba pozostawić Bogu, bo ja tego wszystkiego nie ogarnę. A On działał, gdy niedomagałem – ważne było tylko to, abym nie oceniał wypowiedzi drugiego człowieka, z czym musiałem walczyć. To była dla mnie ważna lekcja.
Kolejną trudnością, z której wynikało wielkie dobro, był dla mnie wyjazd weekendowy do Tenczyna. Wiedziałem, że będziemy modlili się, aby Duch Święty przyszedł do uczestników, ale zaskoczyło mnie to, że On też chciał przyjść do mnie. Zrozumiałem, że jako organizatorzy nie jesteśmy przecież „dystrybutorami” Ducha Świętego – możemy jedynie dać Mu pewną przestrzeń działania, a On ją wykorzysta tak jak chce. Modlitewne spotkanie z Bogiem na wyjeździe weekendowym doprowadziło mnie do spowiedzi po powrocie do Krakowa i rozjaśnieniu podczas niej paru zaległych spraw, co stanowiło dla mnie bardzo radosne oczyszczenie. Również modlitwa o uzdrowienie, która odbyła się w innym dniu, była dla mnie bardzo owocna – w ciągu kolejnych dni rozwiązała się moja trudna sprawa, z którą borykałem się bezskutecznie od paru lat, co było moją intencją podczas wspomnianej modlitwy.
Wszelkie trudy były warte podjęcia. Obecna edycja kursu Alfa pokazała mi, że ewangelizacja to nie narzucanie swojego myślenia innym, ale zwykła obecność dla bliźniego, do której zaprasza się Boga. Te odkrycia już wielokrotnie odzwierciedliły się w moim życiu poza kursem – m.in. podczas dawania świadectwa osobom, które żyją obok mnie. Przez podejmowanie trudów służenia Bóg oczyścił różne ciemności, które mi towarzyszyły, i pokazał, że dla niego nie ma rzeczy niemożliwych.
Wielkim świadectwem dla mnie były uśmiechnięte twarze uczestników oczekujących kolejnych spotkań czy też fakt, że wiele osób nie chciało, aby ten kurs się skończył kiedykolwiek. Mogliśmy, jako jedna wspólnota (mimo, że faktycznie były trzy), zasiewać w nich ziarno Bożego Słowa, a On się zatroszczył o kiełkowanie i wydawanie przez nie owoców, które jestem w stanie już zacząć obserwować. W ten sposób Bóg pokazał mi, że ewangelizacja ma ogromny sens – że nie powinienem się jej bać patrząc na swoje niedomagania, ponieważ to nie ja nawracam innych, ale mogę wskazywać na Niego, choć tylko dzięki Jego łasce i miłości, którą mnie obdarowuje – mnie i każdą inną osobę.
Za każdą chwilę tego kursu i wszystkie jego owoce – CHWAŁA PANU!
Asia T. (Ruch Światło-Życie)
Dlatego posłuchajcie mnie, rozumni:
Daleki jest Bóg od zbrodni,
Wszechmocny od nieprawości.
Bo odpłaca człowiekowi według jego czynów,
każdemu przydziela to, na co zasłużył.
Bóg naprawdę nie działa niegodziwie,
Wszechmocny nie łamie prawa.
Któż powierzył Mu ziemię i urządził cały wszechświat?
Gdyby On swoje serce zachował dla siebie,
swojego ducha i tchnienie swoje zatrzymał przy sobie,
zginęłoby wszystko, co żyje,
a człowiek powróciłby do prochu.
Hi 34.10-15
Już podczas pierwszej modlitwy w intencji kursu Alfa zostało nam dane to Słowo z Księgi Hioba. Ja osobiście, razem z tym Słowem, otrzymałam również pokój serca. Uwierzyłam, że „wszystko będzie dobrze”, bo oto Bóg, który „daleki jest od zbrodni i od nieprawości” obiecuje objawić swoją Wszechmoc. Dla mnie te Słowa były także szczególnym zaproszeniem do zaufania Temu, Który jest samą Dobrocią i ze szczodrości swojej chce dawać ogrom łask.
Ta szczodrość i dobroć Boga przejawiała się ciągle i na wiele sposobów. Najpierw w darze jedności – doświadczenie współpracy z Przyjaciółmi ze Wspólnoty Franciszkańskiej Tau oraz Młodzieży Franciszkańskiej było niezwykle ożywcze i ubogacające. Dziękowałam Panu Bogu, że mogę tutaj zobaczyć i poczuć czym jest wspólnota chrześcijańska, która razem modli się, pracuje i cieszy się każdym swoim członkiem i darami, które Pan Bóg w nim złożył. Widziałam też, że ta jedność owocuje, między innymi poczuciem odpowiedzialności za wysiłek, który razem podejmowaliśmy.
Moją małą odpowiedzialnością podczas kursy było organizowanie modlitwy za uczestników podczas ich spotkań w grupach. To było to miejsce, w którym szczególnie czułam wsparcie ze strony członków naszych Wspólnot – prośba o pomoc w zaanimowaniu tej modlitwy prawie nigdy nie spotkała się z odmową. I było to też miejsce, w którym dane było mi doświadczyć Wszechmocy Boga, Który naszymi, czasem nieudolnymi, modlitwami kierował jak sam chciał.
A Pan zapraszał nas w tym czasie do uwielbiania Go, do zaufania potędze Jego Imienia i złożenia całej swojej ufności właśnie w Nim. Dla mnie było to niesamowite doświadczenie, bo modlitwa uwielbienia wcześniej była dla mnie bardzo, bardzo trudna. Czułam się niezdolna do uwielbiania Pana Boga, a jednocześnie było we mnie mocne pragnienie, żeby się na tę modlitwę otworzyć. I w tym czasie właśnie Pan Jezus otwierał moje usta, aby Go nimi uwielbiać i głośno mówić o Jego Dobroci i Miłości. Podczas jednej z modlitw przed Najświętszym Sakramentem usłyszałam wyraźnie w sercu Jego głos, który mówił mi, bym nie siliła się na wielkie słowa, lecz głośno opowiedziała o tym, co czuje moje serce. A moje serce przepełnione było dziecięcą wręcz radością, że Pan jest między nami i po raz kolejny zaprasza nas, by się z Nim spotkać – tak bardzo osobiście, tak zupełnie bez lęku, bez poczucia winy – ze swoją niedoskonałością, ale przecież i z całym pięknem, które jest w nas, a które jest owocem bycia Jego Dzieckiem. Dar uwielbienia oraz płynąca z niego radość i ufność to kolejne łaski, którymi w tym czasie Pan nas obdarowywał. I choć był to też czas ataków ze strony Złego, Pan Bóg naprawdę zwyciężał! Pokazywał, że jest potężniejszy niż wszelkie zło, a Jego Dobroć i Miłosierdzie może być nam obrona w każdej, nawet bardzo trudnej sytuacji.
Za ten czas doświadczenia Wszechmocy Boga i zanurzania się w Jego Dobroci – Chwała Panu!