Zimowa wyprawa do Koszarawy

19-21.02.2010, piątek-niedziela

Zimowa wyprawa do Koszarawy

W dniach 19.02-21.02.2010 do Koszarawy Bystrej wyjechała reprezentacja wspólnoty w dosyć powtarzalnym składzie, tj. 2x Asia, 2x Ewa, 2x Kasia, 2x Dominik, 2x Tomasz (w tym o. Tomasz). Jedyną niepowtarzalną osobą była Ela. Nocleg mieliśmy zapewniony w jednej z tamtejszych szkół. Podczas piątkowej podróży trzema samochodami w każdym odbywały się innego rodzaju rozmowy – od dowcipów po rozmowy teologiczne – co umiliło dotarcie na miejsce.

Już w sobotę dzielnie pokonując trudne warunki atmosferycznej, udaliśmy się w kierunku Zygmuntówki, by powtórzyć wrażenia sprzed roku. Trudy drogi spowodowały „osiwienie” niektórych osób, lecz, na szczęście, był to stan przejściowy. Pan Zygmunt nie był w tym roku specjalnie rozmowny, więc udaliśmy się w dalszą drogę w nieznane. Po przebrnięciu przez głęboki śnieg, nieznanym, lecz jakby znanym miejscem, okazała się szkoła, w której nocujemy, więc już zostaliśmy tam do dnia następnego.

Wieczorem zapewniliśmy sobie moc wrażeń w postaci dwóch filmów. Pierwszy z nich – „Jeszcze dalej niż na północ” – zmienił poziom wieczornych rozmów przy herbacie i kawie. Pojawiły się nowe zwyczaje, m.in. maczanie wszystkiego co jadalne w kawie, jak również wtrącanie wiele wnoszącego do rozmowy nowego słowa „łeeeee”. Jednak najważniejszym efektem był fakt, że wszyscy nauczyli się odmawiać 😉 Drugi film był raczej ciężki, choć mimo to niektóre osoby skutecznie uśpił.

Ostatni dzień pobytu upłynął pod znakiem 5-godzinnej wyprawy na Jałowiec (1111 m.n.p.m.), który był czasem mylony, zapewne po wrażeniach z oglądanego filmu, z jałówką, a nawet z jałowcówką. W drodze na szczyt prowadzone były ciekawe rozmowy o tym jakie szuflady mamy w głowach i jak z nich korzystamy – tudzież kto w głowie ma komodę 🙂

Po paru godzinach brodzenia w śniegu dotarliśmy na szczyt, skąd, po krótkim rozglądnięciu się, szybko obraliśmy kurs powrotny. W drodze powrotnej odbyła się regularna wojna na śnieżki. Czasem też ktoś próbował wykonać orła na śniegu, a czasem ktoś wywinął orła na lodzie. Mimo zejścia ze szlaku, dość szybko znaleźliśmy szkołę w Koszarawie Bystrej, co uświadomiło nam, że powiedzenie „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu” powinno wspominać raczej o szkole.

Wieczór upłynął pod znakiem pakowania się i szybkiego zebrania do samochodów, aby wrócić do Krakowa. Tam zapewne większość osób szybko wpadła w objęcia Morfeusza, aby następnego dnia być gotowym do czekających codziennych obowiązków.

Dominik Kocuj