Bal karnawałowy w Olszanicy
6.02.2010, sobota

W tym roku zabawa karnawałowa odbyła się pod hasłem „Jak zdobywano Dziki Zachód”. Saloon „Olszanica” nawiedzili znamienici goście – szeryfowie, Indianie, pracownice Saloonu, szulerzy, więzień, a nawet grabarz, który mimo pobrania wymiarów od paru osób nie zdołał zdobyć klientów. Przybyli też goście, których listy gończe wisiały wewnątrz przybytku, tj. Augustyn zwany „szeryfem”, Ewa zwana „gwiazdą szeryfa” i Ela zwana „Indianką”.
Zabawa odbyła się przy dosyć, jak na Dziki Zachód, nowoczesnych rytmach. Klimat zabawy wzbudzał daleko idące skojarzenia, których apogeum widać było przy wymowie tytułu piosenki „Beat it”. Odbył się też słynny polski taniec zwany belgijskim.
Były też konkursy dla kobiet i mężczyzn. Typowo kobiecym zajęciem okazało się szukanie jaj w stogu siana. Zawodniczki poradziły sobie znakomicie, niektóre nawet znalazły jajecznicę (choć chyba nie była ona dodatkowo punktowana). Pokazem męskości było z kolei ujarzmienie groźnego konia (na biegunach) przy pomocy lassa. Zwierzę mocno brykało i nie dawało się złapać, a do niektórych osób odwracało się tyłem deprymując zawodników. Najciekawszą technikę zastosował zwycięzca – szeryf Augustyn – który rzucił na zwierzę całą zawartość sznura skutecznie je unieruchamiając. Odbyła też zabawa integracyjna, w której, po połączeniu się w pary, trzeba było innym parom niszczyć balony.
W połowie roztańczonej nocy wybrano najbardziej roztańczoną parę, którą okazali się Ala K. vel „kowbojka” i zaproszony gość – Marcin. Za prostotę przebrania wygrali Asia T. vel „Indianka” i Tomek C. vel „więzień”. Jednak hitem okazał się strój szeryfa Augustyna, który strzałami w powietrze oznajmił swoje zwycięstwo.
Saloon zamknięto około godziny 3. Wszyscy udali się następnie do swoich powozów z końmi (mechanicznymi) wracając do domów.
Dominik Kocuj